Szkoła życia

Rozmawiając z młodymi ludźmi często powtarzam, że nawet za miliony dolarów nie chciałabym jeszcze raz dorastać. Cenną wiedzą osób dorosłych jest przekonanie, że trudne chwile w życiu zawsze przemijają. Większość ludzi dojrzałych przechodząc przez życiowe kryzysy ma w sobie świadomość, że za jakiś czas spokój znowu nastanie.

Pomaganie młodym ludziom w budowaniu emocjonalnej siły powinno pokazywać kryzys, jako proces. Pianista opanowując nowy utwór musi grać go wielokrotnie. Młody człowiek musi nabyć doświadczenia, że choć upadanie jest bolesne, prędzej czy później stanie na nogach.
Szczęśliwie, aby skutecznie wspierać innych w sztuce życia nie trzeba być profesorem czterech uniwersytetów, nasze doświadczenie życiowe jest bezcennym zasobem. Pozwolę sobie zapisać krótki program nauczania, który dobrze jest pamiętać podczas pocieszania załamanego emocjonalnie, zamkniętego w smutku czy płaczącego dziecka.
Temat pierwszej lekcji w szkole uczącej sztuki życia powinien brzmieć: „Trudne chwile się zdarzają”. Nikt z nas nie lubi mieć gorszych momentów ale nie da się ich uniknąć, co jakiś czas nieuchronnie nas dopadną. Wszyscy czasem płaczemy, popadamy w długi, popełniamy błędy albo po prostu mamy pecha. Dobrze jest zadać dziecku w kryzysie pytanie: co się stało? Wskazane jest, aby pozwolić mu na szczere wypowiedzenie się i co bardzo ważne, uniknąć krytyki czy oceniania. Unikajmy zaprzeczania uczuciom dziecka, czyli wypowiedziom typu: „przesadzasz, nie denerwuj się tak jednym głupim telefonem”. Zdecydowanie lepiej jest powiedzieć: „słyszę, że naprawdę zdenerwował cię ten telefon”. Każdy z nas ma prawo czuć całą gamę emocji. W rozmowie z młodym człowiekiem w kryzysie można spróbować okazać empatię, współczucie, mówiąc na przykład: „ja chyba też kiedyś czułam się podobnie jak ty”, „znam kogoś, kto chyba przechodził przez coś podobnego”. Kładąc nacisk na słowo „chyba”, bo przecież nie wiemy z całkowitą pewnością, jakie wichry emocji szleją w naszym dziecku w trudnej chwili. Warto, żeby młody człowiek wierzył, że nie musi być idealny i nieomylny a także wiedział, że my też tacy nie byliśmy.
Lekcja druga: „Skarpetka pocieszenia”. Co robi małe dziecko kiedy czuje smutek? Przytula mamę albo misia, czasem stoi bez ruchu płacząc na całe gardło. Dziecko spontanicznie korzysta ze sposobów przetrwania trudnej sytuacji i oswojenia własnej bezradności, po prostu wyciągając ręce po pomoc lub dobitnie komunikując ze nie daje sobie rady. Bierzmy przykład ze szczerości dzieci w okazywaniu uczuć. Akceptujmy myśl, że emocje są nam potrzebne, a z tymi trudnymi (np. złością, smutkiem, strachem) trzeba nauczyć się żyć. Każdy z nas powinien mieć własny arsenał pocieszenia, wyobraźmy sobie, że to taka niewidoczna skarpetka zawierająca rzeczy przynoszące ulgę, którą zawsze mamy przy sobie. Podam przykłady, choć nie wyczerpują one ogromu możliwości ukojenia: schowanie się pod kocem, kubek z herbatą, chusteczki do nosa, pisanie pamiętnika, wędkowanie, słuchanie muzyki, jazda na rowerze, sprzątanie, telefon do przyjaciółki, obejrzenie filmu, bieganie, gotowanie, własna pasja, fryzjer…
Lekcja trzecia: „Utrzymywanie relacji”. Czasem dorosłym trudno jest się porozumieć z nastolatkami, bo wszystko wiedzą najlepiej, mają nieustannie bałagan w pokoju, wybierają towarzystwo kolegów i nie wypuszczają telefonu z ręki. Trudno pocieszyć dziecko, które z głośnym trzaśnięciem drzwiami zamyka się w swoim pokoju. O jakość kontaktu dobrze dba się w działaniu, czasem więc łatwiej porozmawiać o sercowych problemach nastolatka podczas wspólnego malowania ścian jego pokoju albo pieczenia pizzy. Im słabszy kontakt, tym bardziej potrzebny jest wspólny atrakcyjny czas dorosłego i dziecka, należy dbać o niego od początku budowania więzi. Atrakcyjny nie oznacza kosztowny, często polecam rodzicom, którym zdarzyło się zapomnieć o potrzebie spędzania czasu razem dzieci, żeby zabrali je na nocny spacer po parku przy świetle latarki. Jeśli rodzic czuje, że nie wie, co dzieje się z jego dzieckiem, podejrzewa, że nie chce ono się przed nim otworzyć, zauważa, że nie śpi w nocy powinien szukać innej bliskiej dziecku osoby, która do niego dotrze, np. babci czy starszego brata. Szczególnie jeśli występują zaburzenia snu, warto nie zwlekać ze skorzystaniem z pomocy pedagogów szkolnych albo psychologów. Często jedna czy dwie konsultacje rozwiązują problem. Zapraszamy także serdecznie do naszej Poradni.

Agata Popielarska